Nie wiedzieć nic, czyli gdy degustacja w ciemno zawodzi – mini poradnik eksperta

Ostatnio zbyt dużo rozmyślam nad degustacją w ciemno. Czym jest, czemu służy, czy w ogóle warto się w niej doskonalić. Zgrzeszyłam już dwoma artykułami na ten temat, a dzisiaj publikuję trzeci – mam nadzieję ostatni, bo ile można mielić jeden temat ;) Tym razem rozważaniom poddałam ‘ciemne strony’ degustacji w ciemno. Tak, takie też istnieją.

Jeśli nie czytaliście poprzednich dwóch części, polecam zacząć od nich:

Sztuka degustacji w ciemno, czyli rozważania nad kieliszkiem

Jak degustować wino w ciemno – mini poradnik eksperta

 

Jakie wina najlepiej wybierać do degustacji w ciemno?

Jeżeli jest wśród Was osoba, która zamierza w najbliższym czasie zrobić degustację w ciemno dla znajomych (lub też profesjonalną degustację), to warto zadbać o to, aby degustacja ta była na właściwym poziomie i dobrać wina, które degustujący są w stanie zgadnąć.

Kilka porad, które ułatwią wybór win:

  • Najlepsze są wina klasyczne dla danego regionu.
  • Wybierajcie dobrych i klasycznych przedstawicieli szczepu, stylu czy regionu, a nie ‘wyjątki’ od reguły.
  • Zawsze bierzcie pod uwagę, jakich macie uczestników spotkania – czy są to osoby degustujące wina na poziomie cenowym 30-50zł, 50-100zł czy 100+ i kierujcie się tym kryterium dobierając wina.
  • Pamiętajcie o dostępności win – wybierajcie klasyki, które są dostępne do kupienia i spróbowania na Waszym rynku.
  • Wybierajcie wina jedno-szczepowe; blendy są bardzo trudne do oceny, szczególnie te ‘nie-klasyczne’.
  • Wybierajcie regiony i szczepy popularne i takie, które mają wyraźne cechy charakterystyczne i dają się rozpoznać; unikajcie nowinek rynkowych.
  • Kierujcie się zasadą „degustacja w ciemno to dobra zabawa i nauka w jednym”, a nie „dobiorę takie wina, że nigdy nie zgadną”.

Ważne jest to, aby rozważyć, jacy ludzie będą brać udział w degustacji i jakim kryterium dobierać wina, aby uczestnicy mieli wyzwanie, a jednocześnie aby odgadnięcie regionów/szczepów etc było możliwe.

 

Nie poddawaj się – nie warto!

Jeśli ktoś Wam mówi, że za każdym razem odgaduje niemalże wszystkie wina podczas degustacji w ciemno, to… nie wierzcie w to. Każdy ma lepsze i gorsze dni i nie znam osoby, która wiedziałaby zawsze, jakie akurat wina w ciemno degustuje. Praktykowanie degustacji w ciemno daje nam możliwość rozwijania się i doskonalenia w degustacjach. Ale i to nie gwarantuje, że zawsze będziecie wiedzieli wszystko na temat ‚cieczy’, którą macie w kieliszku. Każdy z nas zaczynał od porażek, ja również.

Kilka lat temu w Warszawie wzięłam udział w degustacji w ciemno i pamiętam swoje zmieszanie, kiepski nastrój, zwątpienie we własne umiejętności, ale i zniesmaczenie do prowadzącego po tym, jak się okazało, że nie byłam w stanie odgadnąć ani szczepu ani regionu żadnego z czterech win. Nie miałam wtedy jeszcze takiej wiedzy i doświadczenia, jakie posiadam teraz, a jednocześnie bardzo chciałam samej sobie udowodnić, że ‘coś tam’ umiem; zresztą podejrzewam, że z niektórymi z tych win nawet dzisiaj miałabym problem.

Jak mogłam odgadnąć którekolwiek z tych win, jeśli:

  • nigdy wcześniej nie próbowałam Pouilly-Fume, choć jest to klasyk – było wtedy za drogie na moją kieszeń;
  • nigdy nie próbowałam czerwonego blendu z RPA – było mało dostępne, niepopularne a ponadto wtedy jeszcze nie wiedziałam nic na temat południowoafrykańskich win
  • trzecim winem było wino z południowo-wschodniej Europy (nie pamiętam teraz dokładnie, czy z Chorwacji czy z Bułgarii) ale było ono również winem, którego nie dość, że nigdy nie próbowałam, to jeszcze nawet nie wiedziałam, że te kraje mogą produkować dobre wina (kojarzyły mi się z tanimi winiaczami);
  • ostatnim całkowitym zaskoczeniem było wino irańskie, które ów gospodarz dostał w prezencie, które jest praktycznie niedostępne na rynku, i którego – jestem przekonana – nigdy więcej nie spróbuję. Ale chciał, abyśmy go spróbowali – podczas degustacji w ciemno…

Z perspektywy czasu widzę jak bardzo idiotyczne było moje zwątpienie we własne siły; myślałam nawet o tym, że nigdy nie będę dobra w odróżnianiu od siebie szczepów czy regionów; teraz wiem, że gdyby gospodarz porządnie przygotował degustację, to ani ja ani inni degustujący nie wyszliby z niej w złych nastrojach; zażądałam zwrotu pieniędzy, ale moja reklamacja nie została uznana, bo przecież „wina piłam i jedzenie jadłam” ;)

I choć początkowo zwątpiłam w swoje siły i zdolności degustacyjne, to się nie poddałam i wytrwałam ten ‘bolesny’ dla mojej psychiki czas. I wiecie co? Wyrosłam na całkiem dobrą degustatorkę ;)

 

Dlaczego uważam, że od gospodarza degustacji zależy jej powodzenie lub porażka

Nie ulega wątpliwości, że jednym z ważniejszych czynników powodzenia degustacji w ciemno jest doświadczenie osoby, która degustuje wino. Trzeba próbować ogromnych ilości win, trenować swoją pamięć zapachową, wracać do degustowanych wcześniej win i wciąż próbować nowych. Trzeba posiadać także wiedzę o szczepach, regionach, czasem nawet rocznikach, aby prawidłowo dopasować puzzle. Drugą połową sukcesu jest gospodarz degustacji i to, jak się do niej przygotował.


Degustacja w ciemno jest jak mecz piłki nożnej. Panowie biegają po boisku, ale robią to w sposób, jaki wskazuje im trener. W degustacji w ciemno gospodarz degustacji jest trenerem, a uczestnicy degustacji – piłkarzami, którzy muszą posiadać wszelkie predyspozycje, umiejętności i doświadczenie, aby osiągnąć cel – strzelenie gola, czyli w tym przypadku – odgadnięcie szczepu, regionu czy też rocznika wina. I tu nasuwa się pytanie – co trener może zrobić lepiej, aby jego drużyna zdobyła więcej goli? :)


 

We wspomnianych przeze mnie przykładzie degustacji, w której brałam udział (tej sprzed lat) widać, że na porażkę tamtej degustacji miały wpływ dwa czynniki – pierwszym była moja niewystarczająca wiedza, drugim – nieprawidłowe dobranie win przez niby doświadczoną osobę, która prowadziła degustację. Wystarczyło wybrać wina, które są ogólnie dostępne i dobrane zgodnie z poziomem uczestników, a wspomnienia byłyby zupełnie inne.

Przyznam, że ja również „zawaliłam” kiedyś jako gospodarz… podczas wieczornej schadzki przyjaciół (dodam, że były to osoby związane z winem – winiarze, MW, właściciele winnych firm i winiarscy dziennikarze) poszłam do piwniczki i wybrałam kilka win, które później podałam każdemu z nich ‘w ciemno’ wierząc, że ich wiedza i doświadczenie pozwolą im odczytać organoleptyczny zapis w kieliszku.

Pamiętam, że miałam (wstyd się przyznać, ale każdy był kiedyś młody i głupi, prawda? :p) poczucie tryumfu i jakąś chorą satysfakcję, gdy nikt (NIKT!!) nie odgadł (1) polskiego białego wina, (2) eksperymentalnego sauvignon blanc po 5ciu latach w beczce (przy okazji, było okropne!) i trzeciego wina, którym było (3) czerwone wino „zlewka”, czyli innymi słowy znajomy zrobił wino dla własnej konsumpcji, które powstało ze zmieszania kilku innych win…

Wiem, totalna porażka, nawet nie wymaga komentarza ;) Ale stało się. Dawno temu i (nie)prawda.

Dlatego właśnie uważam, że wiedza, doświadczenie i MYŚLENIE gospodarza jest tak ważne. I chociaż podczas tamtej naszej kolacji wszyscy się świetnie bawiliśmy, to poczucie winy trzymało się mnie jakiś czas i postanowiłam, że już nigdy więcej nie popełnię takiego błędu.

Jeśli za każdym razem będziemy pamiętać, że degustacja w ciemno ma być dla wszystkich zabawą i miłym spędzaniem czasu, a nie wyzwaniem do walki, to wszyscy będziemy się dobrze bawić i jednocześnie wspierać wzajemnie swój rozwój!

 

Minusy degustacji w ciemno, czyli dlaczego warto degustować wino, o którym coś jednak się wie

Pisałam o tym, że degustacja w ciemno jest sztuką, że wiele zależy od wiedzy degustatora, jego pamięci oraz doświadczenia, a także od gospodarza degustacji, który dobiera wina i dba o prawidłową organizację spotkania. Pisałam też, że degustacja w ciemno pomaga rozwijać zmysł węchu i smaku, wymaga większego skupienia i większego zaangażowania osób, które biorą w niej udział.

Degustacja w ciemno i niewiedza jej towarzysząca są najlepszym znanym sposobem na obiektywną ocenę jakości wina i naszych własnych winnych upodobań. I nie ważne, czy w to wierzycie, czy nie, tak jest. Koniec. Kropka.

Ja nie pijam chianti – bo nie lubię, bo mi nie smakuje. Bo nie. Jestem w stanie ocenić to wino, określić jakość etc, ale nie wybrałabym go na wieczór; ba! nie wybrałabym go nawet do gotowania. Taki mam gust. Podczas degustacji w ciemno czasem zastanawiam się: a jeśli to czerwone wino, które mi smakuje i które tak wysoko oceniam, to chianti? Świadomie oceniam je jako „nie jest smaczne”, ale nie mam pewności, czy pewnego dnia moje kubki smakowe nie zmienią zdania, a ja będę mogła jedynie zastygnąć w zamyśleniu zszokowana nad właśnie ujawnioną etykietą; wszystko się może zdarzyć… ;)

 

5 powodów, dla których nie warto zakrywać etykiety

A teraz chciałabym Wam przybliżyć drugą stronę medalu, czyli powody, dla których warto degustować zwyczajnie – ze wszelką możliwą wiedzą na temat wina, które akurat macie w kieliszku.

  1. Emocje – są takie wina, które chociaż nie są najlepszymi winami, dla Was są wyjątkowe; nie ważne, co o tych winach mówią eksperci, nie ważne, czy mają jakiekolwiek nagrody, dla Was ma ono znaczenie, budzi emocje, jest najlepszym winem świata i to jest najważniejsze; może to być pierwsza butelka, która sprawiła, że zaczęliście się pasjonować winem, może to być butelka towarzysząca ważnemu wydarzeniu, w którym braliście udział, może to być butelka, o której marzyliście przez wiele lat i w końcu ją macie. Wyobraźcie sobie, że podczas degustacji w ciemno próbujecie wino, które jest okropne – kwaśne, zbyt mocne lub zbyt słabe, zbyt owocowe lub ze zbyt dużą ilością drewna; i okazuje się, że tym winem jest np. Chateau Petrus, o którym od lat marzyliście… albo wiecie co? Lepiej sobie tego nie wyobrażajcie ;)
  2. Historia kryjąca się za etykietą – im więcej wiecie o winie, regionie, tym lepiej je rozumiecie; rocznik i sytuacja w winnicy, sposób winifikacji, wszelkie decyzje podejmowane przez winiarza na każdym etapie produkcji – jeśli znacie szczegóły, to lepiej zrozumiecie wino; jeśli wiecie, że 2013 nie jest najlepszym rocznikiem w Bordeaux, to będziecie w stanie ocenić, że dane wino może nie jest najlepsze, ale i tak jest powyżej średniej win z tego rocznika; a czasami po prostu się chce skosztować historii, o której opowiada winiarz, czy właściciel posiadłości; i też nie ma znaczenia, czy wino jest najlepszym winem świata, czy przeciętnym, pijalnym napojem – próbujecie je dla głębszego zrozumienia i zapieczętowania historii, a nie dla samego smaku trunku w kieliszku
  3. Cena wina – nie oszukujmy się: czasami po prostu trzeba kupić sobie butelkę drogiego wina i cieszyć się tym, że się ma w kieliszku wino, na które nas zazwyczaj nie stać. I to jest fajne. W przypadku naprawdę drogich win (np. Petrus, Rothschild, Grange) płaci się za markę, a nie za ciecz w butelce – bo, wierzcie mi na słowo, wyprodukowanie takiej butelki nie przekroczy 5-10 Euro (a i tu nagięłam cenę). Czasami trzeba poczuć luksus. Tak po prostu, dla samego luksusu.
  4. Właściwy czas – wino w butelce żyje, rozwija się, dojrzewa. Najpierw trzeba poczekać, aż stanie się pijalne, później rośnie w siłę i otwiera się ciesząc podniebienia, następnie znów się zamyka, by po latach znów stać się pięknym i ułożonym winem, które będzie podbijać serca koneserów i miłośników win. Świadomość tego, jakie to wino i z którego rocznika pozwala zrozumieć, dlaczego to wino ma taki a nie inny smak oraz można określić, czy i za ile lat będzie znów otwarte.
  5. Gust – to jest coś, o czym się nie dyskutuje. Fajnie jest móc wybrać wino, które się lubi, tak samo jak miło jest powiedzieć „nie dziękuję”, gdy ktoś próbuje Wam nalać do kieliszka wino, którego nie lubicie. Innymi słowy – lubię mieć wolną wolę, lubię sama wybrać wino, które chcę wypić – dla nazwy, dla emocji, dla ceny, dla smaku – nie ma to znaczenia; ja chcę mieć w kieliszku to, co lubię, bez oceniania prawidłowości cieczy, czy bez oceniania czy wino jest dobre, czy nie. Czasami po prostu trzeba się napić wina dla przyjemności.

 

Degustacje w ciemno są ważne i pozwalają doskonalić swoje umiejętności rozpoznawania win i pogłębiać wiedzę, ale nie zapominajmy, że wino nie jest tylko cieczą w kieliszku i nie służy jedynie stawianiu mu ocen i pozycjonowaniu wśród innych egzemplarzy. To przede wszystkim ma być przyjemność z delektowania się smakiem. I o tym zawsze trzeba pamiętać.

Mam nadzieję, że skorzystaliście (bądź skorzystacie) z mojej wiedzy i doświadczenia, które starałam się Wam przekazać w ostatnich kilku wpisach związanych z tematyką degustacji w ciemno. Jeśli macie jakieś pytania lub chcielibyście dodać coś od siebie, zapraszam do komentowania – będzie mi bardzo miło!

  • trane

    Proponuje napić się Chianti Clasico od takich producentów jak: Querciabella, Isole e Olena, Rentenano, Castelo di Ama, Brancaia. To doskonałe wino! Sangiovese to jeden z najwspanialszych szczepów czerwonych. Oczywiście, że można go nie lubić, ale to jednak dziwi. Oczywiście, może być także złe chianti, jeżeli kupi się je w pizzerii w Zawierciu za 25 zł za butelkę… Wrzucanie chianti do jednego worka i stwierdzanie, że jest złe nie jest zbyt rozsądne.

    • Witam i dziękuję za komentarz. Nie jestem fanką Chianti, ale też nie twierdzę, że jest ono złe – po prostu mi nie smakuje, to jedynie kwestia gustu :) Gdybyśmy wszyscy lubili to samo, byłoby nudno :)) Pozdrawiam i życzę miłego dnia!

    • Grzegorz Paterak

      A ja zgadzam się z Autorką co do samej istoty podejścia do sprawy.
      Czy Cabernet Sauvignon jest zły ? Absolutnie nie ! A ja nie lubię. Wyczuwam natychmiast, nawet w winie wieloszczepowym i dopiję taki kieliszek tylko dla przyzwoitości i z uprzejmości wobec nalewającego. Bo sam nigdy świadomie nie kupuję. Świat wina jest pełen innych smaków .Nie muszę udowadniać sobie, że jakieś Haut-Brion jest wybitne. Może to akurat wino by mnie przekonało – nie wiem .Nie mam okazji sprawdzić :) Wolę świadomie wybrać coś, co wypiję z przyjemnością. I to m.in. byłoby coś z Dao, Rodanu lub (tak na przekór Eli ) Chianti od Vignamaggio ;)

      • Ja generalnie nie jestem wielką fanką win włoskich (no, może oprócz Piemontu) – i jak mam wybór, to decyduję się na cokolwiek innego. Nie szukam na siłę nowych wyzwań, jak los zechce, to przyjdzie samo i pewnego dnia moje serce zabije mocniej na widok Chianti ;)) co do CS – próbowałeś Cab Sauv z McLaren Vale albo Langhorne Creek? Nie będę namawiać do próbowania czegoś, czego nie lubisz, ale te CS z McLVale robione na rynek australijski są po prostu niesamowite – rozkładają na łopatki tymiankiem i rozmarynem! Jak tylko będziesz miał szansę, to spróbuj choćby dla przyzwoitości i uprzejmości wobec nalewającego :p A jak w ogóle zapatrujesz się na Cabernet Franc? Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za udział w dyskusji :)

  • trane

    Współczesne chianti mocno się różnią od tych z lat 60-tych, w których była fiołkowa mamola. Rentenano, Ama, Brancaia łatwo pomylić choćby z medokiem. W ślepej próbie to nie jest trudno je pomylić. A propos, ślepych prób sugeruje aby zrobić taki właśnie zestaw: 3 CC i 3 medoki w podobnych cenach. Tylko CC od wiodących producentów. Jeżeli medoki będą miały dobry kwas, to nie będzie tak prosto wskazać, gdzie jest CC, a gdzie medok. Widziałem takich, którzy pokręcili, a zarzekali się, że jest to niemożliwe.

    • Witam ponownie i dziękuję za rekomendację; zaciekawiło mnie to, że można pomylić Chianti z Medokiem, hmm.. muszę to przetestować na własnej skórze i moich króliczkach doświadczalnych (wszystkie pełnoletnie i ‚winne’) :) dam znać, jak poszło :) pozdrawiam serdecznie!

  • trane

    Na jakichś mistrzostwach reprezentacja jakiegoś kraju (chyba Hiszpanii) złożona z 4 master sommelierów pomyliła CC z medokiem. A inne błędy popełniane przez reprezentacje były tyle zabawne, co pouczające. Jeżeli chce się zrozumieć żywioł ślepych prób. Widziałem wiele osób, które kozaczyły, a myliły wina, można powiedzieć podstawowe.
    Co do problemu nielubienia jakichś szczepów, to wole zachować dystans. Zaistniały nawet jakieś zrzeszenia przeciwników chardonnay, CS i innych szczepów. To poniekąd zabawne, ale i trochę pretensjonalne. Ja oświadczam, bez żadnych wątpliwości, że lubię wszystkie szczepy, a niektóre lubię bardzo. Z przeciętnego szczepu można zrobić wielkie wino, a pierwszoplanowy zepsuć kompletnie. Tutaj leży istota sprawy. Nie chce także dyskutować o powodach nielubienia jakiegoś szczepu, może to kwestia gustu, a może czegoś innego…

    • Witam :) ja również byłam świadkiem tego, jak ‚znawcy wina’ zarzekali się, że wiedzą wszystko i rozpoznają każde wino, a potykali się na podstawach podstaw – stąd też zrodził się pomysł pisania o degustacji w ciemno, starałam się pokazać, że nie każdy zawsze wie wszystko, że pomyłki to norma, a ciągłe ćwiczenie degustowania win w ciemno pomaga się rozwijać, ale nie daje gwarancji, że się będzie zawsze wiedziało wszystko :) no i że przede wszystkim t dobra zabawa, bo w winie nie chodzi o to, aby być zawsze poważnym :)
      Co do gustów i guścików – każdy ma wolną wolę i może sam decydować, jakie wino chce mieć w kieliszku – chodzi przecież o to, aby czerpać z tego przyjemność :)
      życzę miłego dnia i niesamowitego weekendu :)

  • Daderma

    Zawsze z dużą przyjemnością czytam co Pani napisała, ubolewam tylko że wina k. Pani poleca są w Pl. trudne do dostania ;-(

    • Witam! Dziękuję za komentarz – zawsze staram się brać pod uwagę to, żeby wina, o których piszę, były dostępne w PL, jednak ze względu na to, iż mieszkam w Bordeaux i dużo podróżuję, nie zawsze jest łatwo połączyć to, co piszę z tym, co jest dostępne na polskim rynku. Wciąż jednak wierzę, że rynek ten będzie się rozwijał i już niedługo więcej znakomitych win, również tych, o których piszę, będzie dostępnych – chociaż muszę przyznać, że oferty sklepów specjalistycznych nie były takie złe, przynajmniej w Warszawie ;) Pozdrawiam ciepło!