Krew i wino

Wpis gościnny z Kino i Kuchnia, felieton ‚Krew i wino” autorstwa Diany Domin

 


 „The only fish I wanna see is on a plate with a piece of lemon”


 

Wygląda na to, że Rafelson chciał przez chwilę jako reżyser (Bóg filmowy) pobawić się w przemiany, tylko w jego przypadku sprawa wyglądała odwrotnie, bo zamieniał wino w krew.

Historia z pozoru banalna Alex (Jack Nicholson) jest dystrybutorem wina na Florydzie, ale interesy niestety idą fatalnie i grozi mu bankructwo, na dodatek żona chce go zostawić, a przybrany syn go nienawidzi. Na te wszystkie kłopoty ma pomóc kradzież jednego diamentowego naszyjnika, ale sprawy się komplikują. Film ponury, albo jak inni wolą neo-noir, nasiąknięty winem i krwią, hołdujący idei, że złe rzeczy przytrafiają się złym ludziom.

krew-i-wino

Nasz główny bohater, Alex, upojony winem i hazardem (chociaż to żona bardziej wygląda na tą z problemami alkoholowymi), ma idealne warunki do rabunku, bo jest dostawcą wina do domu jednego ze swoich niezmiernie bogatych klientów, a tam kubańska niania (Jennifer Lopez) jest, oczywiście, jego kochanką. Kradzież okazuje się banalnie prosta w stosunku do tego co nastąpi później. Chciwość, oszustwa i podstępy, przeplatane pięknymi widokami i muzyką naszego wspaniałego kompozytora Michała Lorenca.

Wydawałoby się, że to będzie idealny przepis na sukces, bo przecież Nicholsonowi wystarczy dać do ręki butelkę wina (najlepiej The Chateau Pichon-Longueville ’85, czyli jakieś 1000 zł za butelkę), piękną kobietę (Jennifer Lopez) i cokolwiek do zagrania, a zrobi z tego mistrzostwo. I zrobił.

krew-i-wino4

W duecie ze wspaniałym Michaelem Cainem, stworzyli film fragmentarycznie bardzo dobry, który najlepiej się ogląda, gdy oni dwaj są w kadrze. Jak dwa koty walczące o mysz. Nie wiem czy po tym wszystkim nie dał Nicholsowi w pysk, że po wycofaniu się z gry aktorskiej namówił go do grania właśnie w tym filmie. Choć trzeba przyznać, że bez nich dwóch nie byłoby czego oglądać.

Niezależnie od tego czy film jest dobry czy nie (nie mnie to oceniać), to, jak sam Polański mówił o Nicholsonie, że rozpieszcza reżyserów, bo każda kwestia którą dostanie, niezależnie od tego jak niezgrabna, czy źle napisana, w jego ustach brzmi właściwie. To tu pieszczot było bardzo dużo, a czego nie dopieścił Jack, pozostali próbowali nadrobić. Nie zmienia to faktu, że wino wypada na tle nieba i plaż Florydy bajecznie.

krew-i-wino3

Filmowa żona Nicholsona … pije wino zapewne zawodowo, ale nie dane jest nam nauczenie się od niej, bo jesteśmy zaledwie widzami stanu po, czyli upojenia, kaca i złośliwych krótkich dialogów z  mężem.

Zanurzony bardziej we krwi niż w winie film ma swoje lepsze i gorsze momenty. Dobry pomysł nie do końca dobrze zrealizowany.

Swoją drogą fascynuje mnie, że facet, który w zasadzie nie wiele charakteryzacji potrzebował przy roli Jokera w Batmanie, do dzisiaj (74 lata) nie może opędzić się od adoratorek. Z drugiej strony, jak twierdzi Michael Cain, jest kawalerem i jest bogaty, a to raczej pomaga niż przeszkadza.

krew-i-wino2

Na koniec przytoczę jeszcze wiersz Baudelaira, który Dustin Hoffman czytał dla Nicholsona podczas AFI o jakże istotnym tytule w kontekście filmu: „Be Drunk”

You have to be always drunk. That’s all there is to it—it’s the only way. So as not to feel the horrible burden of time that breaks your back and bends you to the earth, you have to be continually drunk.

But on what? Wine, poetry or virtue, as you wish. But be drunk.

And if sometimes, on the steps of a palace or the green grass of a ditch, in the mournful solitude of your room, you wake again, drunkenness already diminishing or gone, ask the wind, the wave, the star, the bird, the clock, everything that is flying, everything that is groaning, everything that is rolling, everything that is singing, everything that is speaking. . .ask what time it is and wind, wave, star, bird, clock will answer you: „It is time to be drunk!

So as not to be the martyred slaves of time, be drunk, be continually drunk! On wine, on poetry or on virtue as you wish.”

 

Od Wine Lady:

Moi drodzy Czytelnicy!

Autorką felietonu „Krew i wino” jest niesamowita Diana Domin, która, jak o sobie mówi, „jest uzależniona od filmów, a filmy wypełniają całe jej życie, już od piaskownicy”. Dodatkowo fotografuje, pisze i dużo czasu spędza w kuchni, czasem również z kieliszkiem wina ;)

Dianę znajdziecie na jej blogu Kino i Kuchnia, a więcej o samej autorce przeczytacie tutaj.

Diana, serdecznie Ci dziękuję za ten świetny wpis w imieniu swoim i moich Czytelników!

Od siebie dodam, że poznałam Dianę przypadkiem na jednej z grup dla kobiet biznesu, gdzie zrodził się pomysł napisania recenzji filmu z winem w tle, którą będę mogła zamieścić u siebie – i tak powstał powyższy felieton ;)

Jestem przekonana, że się Wam spodoba i jestem pewna, że Diana ucieszy się z komentarzy i Waszych opinii na temat filmu „Krew i wino”- oglądaliście? podobał się? Podzielcie się swoimi wrażeniami w komentarzach!

Autor treści i zdjęć: Diana Domin, www.KinoiKuchnia.pl