Praktyczne sposoby na brak kaca po degustacji wina

Kiedy mówię innym, że pracuję z winem, bardzo często słyszę „o rety, to ty pewnie wciąż chodzisz pijana?!”. Ludziom wydaje się, że częste degustacje czy życie wśród tysięcy butelek i beczek pełnych wina powoduje nieustanne upijanie się uroczyście zakończone wielkim kacem każdego następnego dnia. Może jest w tym ziarno prawdy w odniesieniu do amatorów wina, ale my, profesjonaliści, wiemy jak pić, aby się nie upić. Przynajmniej w teorii.

Degustuję wino bo muszę, degustuję, bo chcę rozwijać podniebienie, degustuję, bo w taki sposób przygotowuję się do swoich egzaminów i do szkoleń, które prowadzę dla innych. Degustacje są częścią mojej pracy. Wydaje się to być wymarzonym zajęciem: rzędy butelek wina, każda z nich zalotnie się uśmiecha i kusi ‘spróbuj mnie, spróbuj’. Żyć nie umierać, jak myślą niektórzy (tylko zazdrość proszę do kieszeni schować, bo takich przyziemnych uczuć nie akceptuję), ale gdy masz godzinę na 200 próbek wina i musisz z nich wybrać dwie lub trzy, które później zamierzasz sprzedać, to już nie jest tak kolorowo.

Drugim często zadawanym mi pytaniem jest „jak sobie radzisz z kacem”. (A nie, przepraszam, trzecim; drugie pytanie ZAWSZE dotyczy stanu zdrowia mojej wątroby. Do wiadomości: z moją wątrobą wszystko jest ok co potwierdzają regularne badania). Bo w końcu skoro wciąż chodzę pijana (?!?!) to muszę mieć rano kaca, co nie? Inni mają, to ja też. Przecież żaden ze mnie wyjątek. BŁĄD! Właśnie że jestem wyjątek i to nie byle jaki. Jeszcze mi się nie zdarzyło mieć kaca po degustacji (ba! Nawet po imprezach kac się mnie nie trzyma!), a dzisiaj opiszę, w jaki sposób mu zapobiegam i jak każdy może zminimalizować jego skutki. Pij świadomie. Pij z rozwagą. Nie pij dużo. Nie będzie ani kaca fizycznego ani moralnego. I organizm podziękuje lepszym zdrowiem.

 

Sposób pierwszy – w ogóle nie pij alkoholu

Świat się nie zawali, jeśli na jednym spotkaniu odpuścisz picie i będziesz robić za kierowcę albo kobietę w ciąży. Gorzej, jeśli odpuścić nie możesz, bo jesteś w pracy, która właśnie na tejże degustacji polega. Jeśli „dziękuję, dziś nie piję” nie wchodzi w grę, to pij mało – do degustacji wystarczą 1-2 łyki wina, a nie pół kieliszka. Niewykonalne? C’mon! Przecież to degustacja, a nie ‘bania u cygana do rana’.

 

Sposób drugi – pij tylko dobre wino

Bawi mnie, że każdy (tak, KAŻDY!) kto mnie odwiedza dziwi się, że kolejnego dnia po imprezie powitalnej nie ma ani bólu głowy, ani zwiększonego pragnienia; bo przecież w domu to zawsze poranki są do niczego: ciało za ciężkie, w głowie dzięcioł, świat nie przestaje się kręcić, a wszyscy na złość zbyt głośno mówią… taa, akurat.

Kaca powodują siarczyny i inne związki (np. te pochodzące od używanych w winnicy chemicznych środków ochrony roślin, czy dodawane podczas produkcji wina). Dobrze zrobione wino, nad którym winiarz pochylił się nieco dłużej i z większą uwagą, ma małą ilość dodanych związków, więc nie wywołuje dużych skutków ubocznych w postaci złego samopoczucia. Wina tanie, produkowane dla mas, są robione cóż, w sposób mniej dokładny i wymagają większej ilości dodatków (zarówno podczas pracy w winnicy, jak i samej produkcji), aby wino było dłużej pijalne i się nie utleniło zanim trafi do klienta na stół. Pomimo wielkiego WOW na tanie wina, ja winom z marketów mówię „nie dziękuję!”. (Mówię in general, bo i w markecie przez przypadek zdarzają się perełki).

 

Sposób trzeci – pluj ile się da, najlepiej w ogóle nie przestawaj pluć

Te wazoniki, które są porozstawiane po stołach podczas degustacji, to nie domki dla kwiatków, tylko tzw ‘spitoon’. Będę używała określenia spitoon, bo spluwaczka kojarzy mi się ze spłuczką toaletową, a ja tu o napoju bogów prawię. Wracając do plucia – bo w tym cały jest ambaras, aby trafić do wazonika drogim winem, które właśnie ma się w ustach. Weź duży łyk, przepłucz zęby i wypluj wino do spitoonki. Nie połykaj, bo po kilku takich będziesz chodzić od prawej do lewej bez większego porządku i tylko wstydu się nabawisz przed innymi. I kaca kolejnego dnia, a przecież właśnie próbujesz mu zapobiec.

 

Sposób czwarty – wino kocha jedzenie, ty też je pokochaj

Od wiek wieków mówi się, żeby nie pić na pusty żołądek, a 95%* skacowanych obywateli przyznaje się do wstrzemięźliwości jedzeniowej tuż przed popijawą. I po co to komu? Przed wyruszeniem z domu upewnij się, że nie jesteś głodny, a podczas degustacji przygryzaj to, co organizator imprezy zostawił na talerzykach między butelkami (chleb, orzeszki, chrupki, cokolwiek) -Twój organizm nie będzie tak szybko przyswajał alkoholu (ale nie znaczy to, że możesz wtedy więcej pić, pamiętaj, że rozmawiamy o degustowaniu wina!) a ręce i usta będą miały zajęcie inne niż tylko opiekowanie się kieliszkiem z winem.

 

Sposób piąty – Pan Bóg najpierw stworzył wodę, a dopiero później wino, wyciągnij z tego wnioski

Każdą ilość wina zakrapiaj wodą w proporcji 1:2 (wino: 1, woda: 2, nie odwrotnie). Nie jest to sposób na bycie trzeźwym, ale przynajmniej dostarczysz swojemu organizmowi dużą ilość wody, a to zmniejszy złe samopoczucie kolejnego dnia.

 

Żaden z powyższych sposobów nie sprawi, że po wypiciu butelki wina będziesz trzeźwy czy że unikniesz kaca. Ale możesz znacząco ograniczyć przykre skutki niewłaściwej degustacji, która, przy okazji, profesjonaliście nie przystoi.

Temat drążony od wiek wieków przez setki ekspertów, lekarzy i innych, a wciąż sformułowanie sposób na kaca zajmuje wysokie miejsce w wyszukiwarkach, bo pomimo mnóstwa informacji na ten temat ludzie wciąż nie wiedzą jak zapobiegać tej wszechobecnej ‘chorobie’ i nie uczą się na swoich własnych błędach. A szkoda. To przecież jest takie proste!

Alkohol spożywany w dużych ilościach szkodzi zdrowiu, więc jeśli już pijesz, pij świadomie i rozważnie. A jeśli nie umiesz przestać pić, to nawet nie zaczynaj. Nie warto marnować życia sobie i innym. I jeśli nie masz skończonych 18 lat, to proszę opuść tę stronę i wróć jak już sobie wyrobisz dowód osobisty (ja na serio, nie żartuję) bo wszystko, co piszę o winie, kieruję tylko i wyłącznie do osób pełnoletnich.

* 95% – źródło: dane pochodzą z mojej głowy i mogą być nieco przerysowane.

Post powstał jako wynik drugiego dnia wyzwania u Uli pt „Praktyczne sposoby na…”.

  • Kacper Zborowski

    Wszystko prawda, tylko z jednym małym zastrzeżeniem. Skąd pomysł, że to akurat siarczyny są przyczyną naszego złego samopoczucia? Chemii w winie jest mnóstwo, począwszy od środków ochrony roślin, które użyte w winnicy, lądują również w butelce, aż po rozmaite dodatki no i aldehyd octowy, który powstaje z alkoholu i jest głównym sprawcą porannego kaca. Tak więc ilość siarki nie ma aż tak wielkiego znaczenia – przynajmniej dla naszego zdrowia – jak np. sposób uprawy winorośli (nie wspominając o ilości spożytego alkoholu). Proszę nie rozpowszechniać mitów! Pozdrawiam serdecznie!

    • Witam,
      dziękuję za komentarz!
      Ma Pan absolutną rację, nie tylko siarczyny się do tego przyczyniają, również inne związki chemiczne. Nie zwróciłam uwagi, że w poście zastosowałam wielki skrót myślowy – zabrzmiało to jakby siarczyny jedynymi „winnymi”, a resztę nazwałam po prostu „dodatkami” :)
      Dziękuję serdecznie za zwrócenie uwagi – już modyfikuję, aby nie wprowadzać w błąd pozostałych czytelników :)
      Pozdrawiam!

  • ja nawet nie potrafie wypić tyle, by sie upic, a co dopiero kac. Taka ułomnosc, która wychodzi na plus :)

    • spójrz na swoją „ułomność” inaczej – to talent, który pozwala utrzymać poziom i nie wstydzić się za siebie później ;))

      • wiadomo :) śmieję sie, że ułomność, bo ludziom trudno uwierzyć :)

  • Ojej, ile mam pytań. A jakie wino uważasz za tanie? Od czego zależy? I w jakim kraju? Czy nie da się tak powiedzieć? Organizujesz szkolenia? Nie znalazłam nic o tym na blogu :) Właśnie wysłałam Ci maila, a teraz widzę, że winom z marketów mówisz nie ;) (tam coś pisałam właśnie o tanich i dobrych winach ;))

    • Hej Olga, Dzięki, że tu zajrzałaś! :)
      Tak, ciężko powiedzieć, które wino jest tanie, a które nie – zależy, gdzie leży Twoja średnia portfelowa i gdzie kupujesz wino :) i od profilu smakowego :) i od wielu innych czynników :) ja kupuję wina głównie od producentów, których znam, których odwiedziłam i którzy nie ściemniają z tym, jak robią wino :) jest to możliwe dzięki temu, że „w tym siedzę”, że dużo podróżuję i regularnie odwiedzam winiarnie i dużo degustuję. I że moja wspaniała połówka jest winiarzem, który zaliczył chyba wszystkie regiony winiarskie świata – to moja chodząca encyklopedia :P Niestety dla normalnego konsumenta jest to niemożliwe i musi się od opierać na opiniach innych – więc dobrze jest znaleźć w sieci kogoś, komu można zaufać i kto ma zbliżony profil smakowy do Twojego – wtedy jest łatwiej wybierać wina dla samego siebei. Ale też warto przeglądać blogi, bo wiele osób opisuje wina z promocji, z dyskontów etc, warto zajrzeć co myślą inni :)
      Co do szkoleń, tak, organizuję szkolenia dla amatorów wina, ale tu u siebie, we Francji ;) Nie piszę o tym, bo na blogu piszę o pasji, a te szkolenia są pracą – chociaż sprawiają mi dużo przyjemności i zawsze poznaję niesamowite osoby :))) są to raczej formy spotkania, gdzie ludzie DOŚWIADCZAJĄ wina, niekoniecznie robię kursy teoretyczne ;)
      Na maila zajrzę jutro, bo niedawno wróciłam z pracy i nie mam siły otworzyć skrzynki :P dobranoc!

      • Nie ma problemu, ni czekam na odpowiedź dziś ani jutro, to bardziej tak w celu przemyśleń – no chyba że masz sprawę jasną, że TAK/NIE ;)

      • PS. – bardzo ciekawa odpowiedź!! (bo poprzednio odpowiedziałam tylko na ostatnie zdanie . I maila też dostałam i przygotowałam herbatę i przeczytałam… Mega interesujące plus sposób, w jaki o tym piszesz <3 i dużo ciekawych informacji. Dziękuję bardzo. Odpiszę jak znajdę sekundę (jestem teraz na wakacjach i już to wyzwanie Uli mnie dobija czasowo ;) Ale nie myśl że ignoruję lub nie doceniam czasu poświęconego na tak szeroką odpowiedź na moje pytania.

        • Olga, dziękuję za miłe słowa :) cieszę się, że mogłam pomoc :) mailami się nie przejmuj, jesteś na wakacjach, więc odpoczywaj i się relaksuj :) po powrocie na spokojnie odpiszesz :) wspaniałego dnia i niesamowitych wrażeń wakacyjnych! :)

  • Kac nam nie grozi, bo alkoholu nie pijamy. A jak już to nie żłopiemy, tylko bardziej degustujemy.

    • Witajcie! Dzięki za komentarz, oby więcej takich jak Wy było :) miłego dnia!