Sztuka degustacji win w ciemno

Degustacja w ciemno jest sztuką. Degustacji w ciemno trzeba się nauczyć, trzeba się rozwijać i dużo trenować. Oprócz wiedzy, umiejętności i praktyki podczas degustacji trzeba mieć też.. odrobinę szczęścia. Czy się nam to podoba czy nie, czasem szczęście (lub jego brak) jest kluczowym czynnikiem wpływającym na wynik panelu.

W internecie pojawiają się filmiki z MS lub MW, którzy dwa razy zakręcą kieliszkiem, wezmą jeden głęboki (i jeden płytki) wdech znad kieliszka, a następnie przepłuczą zęby winem, by z impetem wypluć je do spitoonki (wino, nie zęby).

I nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że jak już opróżnią jamę gębową z wina, to otwierają ją znów, aby wydobyć z siebie szereg szczegółowych informacji na temat wina, które właśnie próbowali: szczep, kraj produkcji, region, apelacja, producent, rocznik, a czasem i nawet nastrój osób, które zbierały winogrona lub tych, które to wino butelkowały (info dla wścibskich: dwa ostatnie czynniki to pół żartem pół serio, żeby nie było).

(fragment z filmu SOMM – blind tasting; źródło YouTube)

Co my myślimy, gdy to oglądamy? My, czyli ci, którzy czujemy się mniej lub bardziej pewnie w degustowaniu win, mamy mniejszą bądź większą wiedzę i takie też doświadczenie w branży. Część z nas roześmieje się i powie, że to pikuś i każdy tak umie (tym nie wierzę), inna część zapyta ‘jak oni to zrobili, to nie możliwe?!’ (tych się obawiam) a pozostali zaczną się zastanawiać jak się podszkolić, aby przybliżyć się do tego idealnego obrazu (tych chętnie poznam).

A jak to jest w normalnym świecie, gdy nikt nie przygotowuje się do wystąpienia przed kamerą ani do egzaminu? Otóż, moi Drodzy, zupełnie inaczej, a z drugiej strony, bardzo podobnie. A wszystko to zależy od nieskończonej liczby czynników i indywidualnych cech danej jednostki.

Liczy się oczywiście wiedza, liczy się praktyka – zarówno ilość zdegustowanych win, jak i ich jakość. Dodatkowo ważna jest umiejętność praktycznego wykorzystania wiedzy, a także doświadczenie w degustowaniu win (w tym też i degustacji w ciemno).

Żeby trochę skomplikować dodam, iż nie bez znaczenia jest stan psychiczny osoby degustującej, to, co jadła, czy ostatnio chorowała / zażywała leki, a także to, w jakim miejscu (i towarzystwie) odbywa się degustacja, co ma ona na celu, jakie wina są degustowane, kto je przygotowywał (w sensie, czy ta osoba ma pojęcia w jaki sposób przygotować wina do degustacji w ciemno czy też nie) itepe. Na koniec czynnik, na który nie mamy większego wpływu – łut szczęścia.

Znam osoby, które raz potrafią opisywać wino tak, jak bohater filmu Somm, a następnym razem podczas degustacji w ciemno wymiękają i nie są w stanie określić wina. W sumie, to większość moich winnych znajomych taka jest, bo to jest jak najbardziej normalne.

Ja sama też mam różnie. Czasem zaskakuję sama siebie podając nie tylko szczep, kraj, region i apelację, ale też rocznik i producenta (tak, zdarza mi się!!), a czasem wącham bez końca, dopijam ostatnie krople, a w głowie pustka i na końcu mamroczę coś, co można określić jako niezgrabne „nie mam pojęcia co to jest’ (z niechęcią się do tego przyznaję, ale taka prawda).

I nie będę ukrywać, że im dłużej trenuję siebie w degustacji w ciemno, tym częściej mam poczucie, że kolejnym razem poszło mi lepiej. Ale bywają dni, kiedy nie rozpoznaję mojego ulubionego wina, albo wina, które zrobił Mój On i które pijamy regularnie. Ot, taki dzień się trafił. I uważam, że to jest normalne. Degustacja w ciemno wymaga praktyki, ale nie zmienia to faktu, że jest trudną sztuką do opanowania.

a tu nasz drogi przyjaciel, Norrel Robertson MW, opowiada o tym, jak trudny jest egzamin MW i jak trudne są degustacje, ale jednocześnie ile dają satysfakcji (trzeba trochę przewinąć :P)

Kto uważa inaczej i chce ze mną polemizować, niech mi najpierw pokaże dopisek MW lub MS za swoim nazwiskiem – wtedy zapraszam do rozmowy ;) a wierzcie mi, nikt, kogo znam i kto ma prawo dopisywać sobie mastera, nie twierdzi, że degustacja w ciemno jest łatwa – ani w obliczu egzaminu, ani sama w sobie. Ale wszyscy zgodnie przyznają, że można rozwijać swoje umiejętności i trenować pamięć.

Ja nie mam tytułu Master of Wine czy też Master of Sommelier i nie wiem, czy bym chciała mieć (to temat na inną okazję), ale z dumą przyznam, że moje ogromne wysiłki i regularny trening przyniosły skutki i w degustacjach w ciemno jestem dużo lepsza, niż byłam jeszcze kilka lat temu. Czy jestem lepsza od innych winnych bloggerów lub moich winnych-znajomych? Nie wiem, nie obchodzi mnie to, nie ma ro znaczenia; dla mnie to nie jest rywalizacja i nie zależy mi na wygraniu dziurek do durszlaka :)

Obserwuję życie ludzi z branży wokół siebie we Francji, aktywnie uczestniczę w winnym życiu znajomych z Anglii, Stanów Zjednoczonych, Hiszpanii czy Australii, a także śledzę poczynania polskich miłośników wina. I tylko w jednym z tych państw spotkania blogerów kończą się zwątpieniem, ogólnym roztrzęsieniem i idiotycznymi określeniami na forach, które poniżają, obrażają i wyśmiewają. I po co? Żeby ktoś mógł się gorzej poczuć? Jaki to ma sens? Nie będę nawiązywać do niczego ani nikogo, po prostu zadam retoryczne pytanie „dlaczego?”. Odpowiedzcie sobie sami. A teraz wracamy do tematu.

Co mi pomaga w rozwijaniu pamięci zapachowo-smakowej?

Przede wszystkim ogromna ilość degustowanych win. Degustuję regularnie w domu (prawie codziennie), chodzę na degustacje ze znajomymi (spotykamy się kilka razy w miesiącu), podróżuję po regionach winiarskich (kilka razy w roku) i odwiedzam producentów (jest to dla mnie łatwe ze względu na miejsce zamieszkania). Degustuję często i regularnie, próbuję różnorakich win, zawsze dobrej jakości (niestety wiąże się z kosztami, ale odkąd mieszkam we Francji nauczyłam się, że inwestycja w siebie się opłaca). Nie jestem fanką win z marketu i choć zdarza nam się kupić wino marketowe na ‘co dzień’ (we Francji za 7-10Euro znaleźć można już naprawdę dobre wina!), to jednak jest to wino do picia, a nie do degustacji-nauki. Więc do rozwijania kubków smakowych używam win z co najmniej średniej półki.

Veronique Rivest podczas finału Sommelier du Monde, Tokio 2013 – tego można się nauczyć!

Prawie 2 lata temu Mój On wyskoczył do mnie z kieliszkiem i pytaniem „jakie to wino” – i tak już nam zostało ;) Średnio raz w tygodniu dostaję kieliszek z ‘czymś’, degustuję i mówię, jakie to wino oraz ARGUMENTUJĘ swój wybór (to najważniejsza część zabawy). Mam to szczęście, że mój On jest jednocześnie moim winnym mentorem i bardzo pomaga mi się rozwijać, a przez zadawanie pytań motywuje mnie do większego skupienia się na winie i odpowiedziach. I choć na początku nie lubiłam zgadywania, teraz nieźle się przy tym bawię i przyznaję, że wiele się dzięki temu nauczyłam.

Dla mnie degustacja w ciemno jest zabawą, a także formą regularnej nauki. Nie robię tego aby pokazać światu, że wiem więcej od kogoś, albo że ktoś wie mniej ode mnie; nie robię tego, by się dobić albo wywyższyć. To jest (była i będzie) po prostu świetna zabawa.

Zresztą na co dzień obserwuję winiarzy i ludzi ze świata wina (nie byle jakich ludzi), którzy pomimo stanowiska i wieku też uwielbiają się bawić w degustacje w ciemno. To podnosi na duchu: gdy widzę, że winiarz nie potrafi rozpoznać kilku ze swoich własnych win, albo autor kilkunastu książek o winie nie jest w stanie powiedzieć czym się różnią dwa znane regiony, czy też jak MW (nie mam tu na myśli Norrela, o którym wspomniałam wyżej) myli Lewy Brzeg z Prawym.

To pokazuje, że oni są po prostu ludźmi, że są normalni, że też mają lepsze lub gorsze dni, że nikt nie wie zawsze wszystkiego i że każdy ma prawo się pomylić.

Nie ma ideałów. A ja nigdy (naprawdę, nigdy!) nie pomyślałam o którymkolwiek z nich, że jak on może być winiarzem / jak on mógł pisać książki o regionach we Francji czy jakim cudem zdobył tytuł MW. Po prostu są, wspierają mnie i wspólnie bawimy się w zgadywanie win.

Degustacja w ciemno pozwala naprawdę docenić wino, pozwala też na obiektywną ocenę cieczy w kieliszku bez sugerowania się nazwą producenta czy ulubionego / znienawidzonego (niepotrzebne skreślić) szczepu. Pozwala też odkryć, jakie wino naprawdę nam smakuje.

Dodatkowo brak wiedzy o tym, co akurat pijemy uruchamia pozostałe zmysły – stajemy się bardziej wrażliwi na aromaty i smaki, a także nasz mózg szybciej i efektywniej pracuje, aby dotrzeć do celu, jakim jest odpowiedź na pytanie „jakie to wino”. Koncentrujemy się bardziej na tym, co mamy w kieliszku, skupiamy się na tym, co czujemy, a nie na tym, co wiemy.

Kolejny filmik z Franck Moreau MS, podczas Sommelier du Monde 2013, semi final, imponujące, prawda? Owszem, imponujące i MOŻLIWE!!

 

W degustacji w ciemno nie ma twardych zasad – świat wina jest ogromny, bardzo skomplikowany i wciąż się zmienia, więc nie sposób jest ustalić jedynych prawdziwych ram dla degustacji. Wszelkie elementy, które znajduję w kieliszku służą mi jedynie jako wskazówki, są jak kolejne elementy układanki, którą składam w jedną całość.

I choć dobrze jest móc powiedzieć jaki to szczep lub region+apelacja, to osobiście większą frajdę sprawia mi argumentowanie dlaczego uważam, że to rocznik 2009? Dlaczego myślę, że to pinot noir? Dlaczego twierdzę, że to Saint Julien? Itd. I jest to jeden z lepszych sposobów nauki, przynajmniej dla mnie.

Ostatnio sporo myślałam nad tym, dlaczego niektórzy tak głęboko do siebie biorą opinię innych o tym, że ‘nie podołali degustacji w ciemno’. Wiem, że nie jest łatwo przełknąć idiotycznych komentarzy osób, które w degustacji udziału nie brały, a mają się za pępek świata, ani też tych, którzy na winie się nie znają, ale mają czelność wytykać błędy. Kochani, nie warto. Degustacja w ciemno nie jest po to, aby pokazywać kto jest zły, a kto jest gorszy, tylko ma na celu rozwijanie własnych umiejętności i powinna być (tak, powinna!) przede wszystkim dobrą zabawą. I tego wszystkim miłośnikom wina i piszącym o winie życzę.

Na zakończenie podzielę się z Wami fragmentem wpisu, który czytałam wieki temu i który zapadł mi w pamięć; specjalnie dla was odszukałam go w sieci ;) Według mnie dobrze puentuje to, co chciałam przekazać:

How well does the average wine drinker perform in a blind tasting? I decided to conduct one of my own for three savvy friends. I chose single varietal wines (blends are too difficult) that are widely available and true to place and type. (…)

The results were surprising—or not. The most knowledgeable oenophile took the longest to evaluate each sample and had the most articulate descriptions and rationale, but he also got every wine wrong.

The least experienced correctly identified two (Grüner Veltliner and Sancerre), and it turned out that he drank those „all the time,” while the third taster nailed every vintage—and nothing else. Sometimes the guesses were close (Cabernet Franc instead of Cabernet Sauvignon) and sometimes they were quite far (Pinot vs. Syrah).

What do blind tastings prove? The professional version can definitely deliver an unbiased opinion—and aid in the discovery of some very good deals (…).

And the parlor-game variety that I practiced on my friends? They can help you remember and recognize wines in the future, potentially adding to your connoisseurship. But that doesn’t guarantee you’ll recognize those wines if they’re served blind again.

As my wine-savvy friend can attest, accurately identifying wines in a blind tasting isn’t just about knowledge but a bit of luck too.”
(źródło: The Wall Street Journal, 2014; autor: Lettie Teague)

  • TKM

    Dziękuję za ten wpis. Mam nadzieję, że przeczyta go wielu piszących i wielu degustujących. Pozdrawiam :-) T

    • Dzięki Tomku za miły komentarz!
      Ja mam z kolei nadzieję, że niektórzy pomyślą o tym, aby być odrobinę bardziej życzliwymi wobec innych i traktować wszystkich, którzy dzielą tę samą winną pasję, z szacunkiem. Każdy jest na swoim etapie rozwoju i każdy stara się dzielić tym, co ma najlepsze :)

      Pozdrawiam Cię gorąco!
      PS u nas w Bdx wciąż upały, to już prawie miesiąc – rocznik będzie bardzo ‚słodki’ choć już od kilku dni coraz częściej słyszę ludzi modlących się o deszcz ;)

      • TKM

        Za chwilę będę nad Wami przelatywał, to pogadam z chmurami ;-)

        A co do pomyślenia przez niektórych o życzliwości, to mam niestety pewne obawy, lecz bardzo chciałbym się mylić :-)

        • ;) to z nadzieją jest nas już dwoje ;) Przyjemnego lotu!

  • Pingback: Jak degustować wino w ciemno - poradnik eksperta | Wine Lady()

  • Pingback: Nie wiedzieć nic, czyli gdy degustacja w ciemno zawodzi()