Yo soy garnachica, czyli Peña Garnacha 2014

Czy słyszeliście o festiwalu San Roque albo o klubie Peña Garnacha? To wspaniała, pełna kolorów, śpiewu i tańca hiszpańska fiesta, podczas której całe rodziny wychodzą na ulice i bawią do białego rana.

PenaGarnacha2014_SanRoqueDeCalatayud_WineLady2

San Roque de Calatayud 2014

Zabiorę Was w podróż po uliczkach pięknego Calatayud, które przemierzaliśmy tańcząc i śpiewając. Pokażę Wam jak miłość do wina i uwielbienie szczepu garnacha jednoczy ludzi. Obejrzycie zdjęcia, na których starałam się uchwycić radość i dobrą zabawę. I mam nadzieję poczujecie dreszczyk emocji ;)

PenaGarnacha2014_SanRoqueDeCalatayud_WineLady13

przebrani panowie na La Plaza de Espana

PenaGarnacha2014_SanRoqueDeCalatayud_WineLady15

woda, ketchup, musztarda, jajka, mąka – typowa hiszpańska ‚walka’

W Calatayud (Aragonia, Zaragoza) co roku w sierpniu odbywa się festiwal San Roque podczas którego ‘las Peñas Sanroqueras’ składają hołd Świętemu Rochowi. W tym roku i ja dołączyłam do mojego klubu, by świętować wspólnie z innymi i wspominać postać Świętego Rocha. Dzięki uprzejmości naszych kochanych przyjaciół, Sharon i Norrela, mieliśmy gdzie nocować i z kim się bawić. Dziękujemy Kochani!

PenaGarnacha2014_SanRoqueDeCalatayud_WineLady8

Sharon, Norrel i Mark – w oczekiwaniu na fiestę, w drodze na Plaza de Espana

Każdy klub (z hiszpańskiego ‘peña’) ma swoją nazwę i przypisany mu kolor. Nasza peña jest fioletowa i –jak sama nazwa wskazuje – jest związana z winem a w szczególności z szeroko uprawianym tu szczepem garnacha.

PenaGarnacha2014_SanRoqueDeCalatayud_WineLady7

Pena Garnacha

Pozostałe peñas to: Peña Rouna (kolor czarny), Peña El Cachirulo (czerwoni), Peña Los Que Faltaban (zieloni), Peña Euqor (niebiescy), Peña La Unión (pomarańczowy), Peña Solera (kolor różowy), Peña Nogara (biały z granatem), Peña La Bota (żółty) i Peña El Desbarajuste (biali z czerwonymi paskami). Nie będę pisać o różnicach między poszczególnymi klubami, na końcu postu zamieszczę linki do stron i tam znajdziecie więcej informacji.

PenaGarnacha2014_SanRoqueDeCalatayud_WineLady9

każdy mógł kupić zabawne gadżety w kolorach swojego klubu

Czas na fiestę!

Szaleństwo rozpoczęło się już poprzedniego wieczoru od spotkania pod sceną fioletowych. Przywitanie i poznanie się wzajemnie, a następnie pierwsze dźwięki muzyki były tylko rozgrzewką. Wraz z Sharon i Norrelem, którzy nas u siebie gościli przez te dni, odwiedziliśmy różne ‘peñas’ ale do domu wróciliśmy jeszcze przed północą – trzeba było oszczędzać siły na jutro.

PenaGarnacha2014_SanRoqueDeCalatayud_WineLady5

tańcząc i śpiewając ze wszystkimi ;)

PenaGarnacha2014_SanRoqueDeCalatayud_WineLady4

mali czy duzi, Hiszpanie czy nie – to nie miało znaczenia, wszyscy razem tworzyliśmy jedną wielką bawiącą się rodzinę ;)

Długo oczekiwane Jutro nadeszło szybko, szczególnie, że poranek upłynął na przygotowaniach: zakupy, strojenie się w klubowe kolory, robienie makijażu i pakowanie przekąsek do torebki. Każdy otulony był bielą otoczoną odcieniami od liliowego przez fioletowy po purpurę. Ubóstwiam te kolory ;)

PenaGarnacha2014_SanRoqueDeCalatayud_WineLady23

z Sharon – przygotowując się do charangi

Śpiewem i tańcem rozpoczęliśmy tegoroczny marsz w stronę placu, gdzie niebawem miał się pojawić Święty Roch. Gdy dotarliśmy na la Plaza de España część peñas już tam była a na środku placu rozgrywała się walka – młodzi ludzie rzucali w siebie jajkami, mąką, ketchupem, musztardą, mlekiem i czym się dało. Nie wiem, co takiego Hiszpanie widzą w marnowaniu jedzenia, ale czerpali z tego wiele radości.

PenaGarnacha2014_SanRoqueDeCalatayud_WineLady12

Młodzi ludzie dostarczali sobie wiele rozrywki na środku placu

PenaGarnacha2014_SanRoqueDeCalatayud_WineLady16

tuż po ketchupowo-musztardowym „prysznicu”

PenaGarnacha2014_SanRoqueDeCalatayud_WineLady17

a mąka była dosłownie wszędzie ;)

Na plac dołączały kolejne peñas, z minuty na minutę było głośniej i bardziej kolorowo. Stałam wśród fioletowych i chłonęłam energię, jaka płynęła od wszystkich tych śpiewających ludzi. To prawie niewiarygodne, jak tysiące z nich potrafią się zebrać w jednym miejscu i wspólnie bawić.

PenaGarnacha2014_SanRoqueDeCalatayud_WineLady21

wszystkie ‚penas’ gromadziły się na placu w oczekwianiu na Świętego Rocha

Już same kolory nastrajają do zabawy, nie przypominam sobie ani jednej twarzy bez uśmiechu. Cały plac był jak maszyna do produkcji darmowej pozytywnej energii. Można czerpać ją garściami a im więcej daje się jej innym, tym więcej ma się jej do wydania.

PenaGarnacha2014_SanRoqueDeCalatayud_WineLady26

Primi – nasz dobry znajomy i twórca dobrego nastroju wśród fioletowych

Wszyscy z niecierpliwością oczekiwali otwarcia festiwalu. Był to czas, zwany chupinazo, w którym na balkonie pojawiła się figura Świętego Rocha i przez kilka minut obserwowaliśmy fajerwerki i serpentyny.

PenaGarnacha2014_SanRoqueDeCalatayud_WineLady20

wielkie oficjalne otwarcie festiwalu

Był to też najgłośniejszy moment całego dnia, gdyż każda peña chciała być głośniejsza od pozostałych. Krzyki i śpiewy, trąbki, bębny, gwizdanie i klaskanie zdawały się nie mieć końca.

PenaGarnacha2014_SanRoqueDeCalatayud_WineLady18

klubowa trąbka :p

Można obejrzeć setki filmów o hiszpańskich fiestach lub przeczytać setki książek o ich tradycjach. Ale dopiero jak się jest tam, pośród nich, gdy gromadzą się całymi rodzinami i wspólnie bawią, dopiero wtedy człowiek uświadamia sobie, jak bogatą kulturę mają i jak inna jest ona od naszej. Niezapomniane wrażenia. Pierwsze takie, ale z pewnością nie ostatnie.

PenaGarnacha2014_SanRoqueDeCalatayud_WineLady19

San Roque, Calatayud 2014 na La Plaza de Espana

PenaGarnacha2014_SanRoqueDeCalatayud_WineLady27

figura Świętego Rocha

I nie ważne, czy wierzysz w ich Boga, czy nie, będąc tam na placu zapominasz o religii, zapominasz o swojej kulturze, czujesz się jak jeden z nich – bo tu wszyscy są równi; tańcem i śpiewem wyrażasz siebie, po prostu cieszysz się życiem, doceniasz to kim jesteś i gdzie jesteś, świadomie celebrujesz tę chwilę. I to jest coś, czego warto doświadczyć.

PenaGarnacha2014_SanRoqueDeCalatayud_WineLady6

Primi i reszta imprezomaniaków

PenaGarnacha2014_SanRoqueDeCalatayud_WineLady22

z Norrelem i Markiem podczas tańca charanga – ale był ubaw!

Przez kolejną prawie godzinę figura Świętego Rocha przemierzała plac, dołączając na chwilę do każdej z peñas, a zgromadzeni wokół niej uczestnicy fiesty grali i śpiewali, przygotowując się powoli do tańca charanga na cześć świętego.

PenaGarnacha2014_SanRoqueDeCalatayud_WineLady24

Święty Roch dołączył na chwilę i do nas – tu wśród fioletowych ;)

Z figurą Świętego Rocha na czele rozpoczęliśmy przemarsz ulicami Calatayud. Nieskomplikowanych kroków tańca nauczyła mnie Sharon, ale o skutkach stawiania małych kroczków na lekko zgiętych nogach miałam się dotkliwie przekonać dopiero następnego dnia.

PenaGarnacha2014_SanRoqueDeCalatayud_WineLady1

Z Sharon – jak dobrze jest mieć tak kochanych znajomych!

(źródło: You Tube; film przedstawia bawiącą się Pena Garnacha podczas festiwalu z roku 2012; nie jestem autorem filmu i nie mam do niego żadnych praw :) )

Poruszaliśmy się bardzo powoli. Miałam wrażenie, że stoimy w miejscu a ulice wszędzie wyglądają tak samo. Pięć kroków do przodu i trzy do tyłu, przykucanie na kilka sekund, kręcenie się wokół własnej osi – po dwóch godzinach charanga dała mi się we znaki. I nie tylko ona.

PenaGarnacha2014_SanRoqueDeCalatayud_WineLady11

Pena Garnacha

My, silne kobiety, dźwigałyśmy w swoich delikatnych rączkach wodę, a w torebkach piwo dla naszych mężczyzn. Co kawałek dostawaliśmy puszkę piwa lub butelkę wody w zależności od potrzeb, torebki stawały się cięższe, ramiona zaczynały boleć, w brzuszkach burczało, ale uśmiech z twarzy nie znikał ;)

PenaGarnacha2014_SanRoqueDeCalatayud_WineLady10

‚zieloni’

Dwie godziny później trochę już zmęczeni postanowiliśmy oddalić się od grupy i pójść do pobliskiej restauracji na ciepłe przekąski. Po kilku godzinach spędzonych na stojąco miło było w końcu usiąść. I choć przerwa trwała zaledwie kilkanaście minut, warto było naładować akumulatory. Fiesta dopiero się rozkręcała.

PenaGarnacha2014_SanRoqueDeCalatayud_WineLady28

początek imprezy pod sceną fioletowych

Z już nie tak pustymi brzuszkami dołączyliśmy do grupy i kontynuowaliśmy charangę jeszcze prawie godzinę. Pod naszą scenę dotarliśmy po 22, akurat na paella valenciana. Czymże byłaby fiesta bez pysznego jedzenia? Przy okazji, tak wielkiej paelli na żywo jeszcze nie widziałam ;) Kolejka zdawała się nie mieć końca, wszyscy radośnie ze sobą rozmawiali, by po chwili usiąść i delektować się posiłkiem.

PenaGarnacha2014_SanRoqueDeCalatayud_WineLady25

charanga!

Wspólnymi siłami złożyliśmy stoły i krzesła; poszło szybko i sprawnie. Plac fioletowych ponownie zmienił się w scenę taneczną, gdzie wszyscy bez względu na wiek zaczęliśmy tańczyć i śpiewać.

PenaGarnacha2014_SanRoqueDeCalatayud_WineLady29

Panowie świetnie się bawili – od lewej: Primi, Norrel, Mark

Wokół było fioletowo i bardzo wesoło. Możecie sobie wyobrazić ten hiszpański temperament pomieszany z odrobiną alkoholu i dobrą muzyką. Zmagazynowałam wtedy tyle energii, że mam ją w sobie do dziś i podejrzewam, że wystarczy mi jej do przyszłego sierpnia ;)

PenaGarnacha2014_SanRoqueDeCalatayud_WineLady31

Starkytch Show – dawno się tak nie śmiałam ;)

O 1:30 w nocy rozpoczął się koncert grupy Starkytch. Grali same ‘złote przeboje’ i nawet zaśpiewali kilka znanych angielskich utworów. To był niezły show – nie tylko choreografia i śpiew, ale przede wszystkim stroje rozbawiały do łez. Niestety akumulator w moim aparacie odmówił posłuszeństwa i nie mogłam zrobić więcej zdjęć, ale na tych, które zamieszczam poniżej zobaczycie, dlaczego było śmiesznie.

PenaGarnacha2014_SanRoqueDeCalatayud_WineLady32

Starkytch Show – naprawdę genialna impreza ;)

Widok dzieci, ich rodziców i dziadków tańczących wspólnie robił wrażenie. Jest to coś, czego zaczyna mi brakować, choć w Polsce nigdy tego nie doświadczyłam. Bo tego u nas nie ma. Tego nie potrafimy robić – nie potrafimy się tak bawić. I wiecie czego jeszcze nie widziałam? Policji. Dosłownie nigdzie. Nie było bójek, nie było przepychanek, nie było leżących na ziemi totalnie pijanych ludzi. Dzieci bawiły się wszędzie a dorośli wspólnie się nimi opiekowali. Była dobra zabawa w dosłownym tego słowa znaczeniu.

PenaGarnacha2014_SanRoqueDeCalatayud_WineLady3

a to nasze przystojniaki- dwójka naszych i kolega z Pena Rouna

Nie jestem w stanie powiedzieć, o której wyszliśmy. Spacer uliczkami Calatayud zajął nam co najmniej kilkanaście minut i zdecydowanie był to już poranek kolejnego dnia. A ja nie byłam w stanie myśleć o niczym innym niż o poduszce ;)

PenaGarnacha2014_SanRoqueDeCalatayud_WineLady34

Z Markiem – to on jest odpowiedzialny za wszystkie te niesamowite chwile podczas wakacji w Hiszpanii ;) zdjęcie zrobione przez fotografa San Roque de Calatayud – dziękujemy :)

La Fiesta de San Roque trwała jeszcze kilka dni. Były walki byków (jako zagorzały przeciwnik zabijania nie pochwalam, nie widziałam i nie zamierzam oglądać, a także nie zamierzam komentować tej części ich kultury), było przebieranie się, były tańce i śpiewy pod scenami kolorowych przez całe noce i dnie.

PenaGarnacha2014_SanRoqueDeCalatayud_WineLady14

Fiesta to świetny czas na zabawę dla nastolatków ;)

Było wspaniale! Sierpień coraz bliżej, nie mogę się doczekać kolejnej charangi, śpiewów i hiszpańskiego szaleństwa.

PenaGarnacha2014_SanRoqueDeCalatayud_WineLady33

Piękne Calatayud – widok z okna ;)

Wszystkim Wam, którzy zamierzacie się wybrać do Hiszpanii w okresie wakacyjnym polecam zatrzymanie się chociaż na jeden dzień w Calatayud – to piękne miasteczko z niesamowitym krajobrazem i ciekawą historią. A jak macie możliwość wzięcia udziału w San Roque de Calatayud nie zastanawiajcie się nawet przez chwilę i kupujcie bilety. Warto!

Więcej o San Roque de Calatayud znajdziecie tutaj: http://sanroquecalatayud.com/

natomiast informacje o Peña Garnacha są dostępne pod tym linkiem: http://blog.garnacha.org/

  • Heeeeeej trafiłam tutaj szukając czy degustowałaś hiszpańskie wina.. Ale w końcu nie doczekałam się opinii na temat szczepu garnacha ;) Ja na winach znam się tylko tyle, co mi opowie mój chłopak (i to w większości o hiszpańskich). Mam sugestie co do Twojego bloga, mogę Ci napisać wiadomość?
    Jeśli będziesz jeszcze kiedyś w Calatayud to daj znać, może też się przejadę ;)
    Ja byłam we wrześniu na imprezie wina w Cariñena, niedaleko Saragossy, napełniają tam fontannę winem i zamiast wody płynie w niej wino :)
    Jeśli chodzi o hiszpańskie imprezy, to zgadzam się z Twoimi obserwacjami: nie ma zbyt dużo policji, a ludzie są spokojni i zwykle nie przesadzają z alkoholem, a bawić się pysznie ;) Uważam, że to coś świetnego. Na chupinazo byłam w Huesce (z okazji fiesta San Lorenzo), tam oprócz marnowania jedzenia (też uważam, że to nie jest fajne) ludzie wylewali na siebie również wino, oczywiście niezbyt wysokiej jakości. Zwykle w okolicach tego święta (pierwsza połowa sierpnia) w sklepach pojawiają się 5-litrowe baniaki z winem do rozlewania na głównym placu miasta. co kraj to obyczaj :) Pozdrawiam!! Olga

    • Olga,
      miło Cię znów widzieć/czytać :)
      oczywiście, pisz do mnie na priv (w kontakcie jest formularz) wszelkie uwagi mile widziane, jeśli tylko mogę coś poprawić na lepsze i bardziej intuicyjne dla czytelników :)
      Tak, Hiszpania jest pod tym względem piękna :) noce ożywają od tańców, śpiewów i ludzi, zupełnie inaczej niż w Polsce ;) w tym roku chyba nie dotrę na Pena Garnacha, ale jak będę jechać do Calatayud (mamy tam przyjaciół) to dam znać, fajnie będzie wyskoczyć gdzieś razem i poznać się przy kieliszku dobrego hiszpańskiego wina :)
      Co do garnachy – to jeden z moich ulubionych szczepów, niestety bardzo niedoceniany przez krytyków wina :( Ja go po prostu uwielbiam, degustuję różne style, poznaję go coraz lepiej od każdej strony i jeszcze bardziej mi smakuje ;) mój partner jest zwany ‚królem grenache’ – bo robi naprawdę niesamowite wina z tego szczepu i to właśnie dzięki niemu zakochałam się w winach z tych winogron :)
      Po francusku garnacha to grenache i pod tym tagiem jest trochę więcej postów :) ale, jak pisałam wcześniej, więcej o Hiszpanii (w tym i o garnachy) pojawi się niebawem :)
      Pozdrawiam, Ela